Zaburzenia odżywiania, depresja, brak samoakceptacji, poczucie bycia gorszym – to powszechne problemy, które dotykają wielu osób niezależnie od płci i wieku. Jeśli szukasz sposobu na to jak wyleczyć bulimię, anoreksję czy depresję, albo po prostu chcesz trwale zmienić swoje życie i osiągnąć szczęście to uważnie przeczytaj to czym chcę się z Tobą podzielić w tym artykule. 

Kiedy leki i terapia nie pomagają

Przez wiele lat cierpiałam na poważne zaburzenia odżywiania. Naprzemiennie doświadczałam epizodów anorektyczno-bulimicznych, które odcisnęły bardzo silne piętno na mojej psychice. Moja waga wahała się od 48 kg do 88 kg. Chudłam i tyłam na przemian. Nie jestem w stanie opisać co wtedy czułam. Jedzenie lub niejedzenie było moją obsesją. Depresja, alkoholizm w rodzinie, zaniedbanie emocjonalne i autoagresja były dominującą częścią mojego życia. Czułam się odcięta od świata, byłam przerażona życiem. Wpadłam w ciężką depresję, byłam leczona farmakologicznie – fluoksetyna ok. 4 lata, oraz alprazolam przez okres kilku miesięcy. Jakoś sobie egzystowałam kilka lat, w zasadzie odcięta od siebie i swoich emocji, ale na tamtą chwilę była to dla mnie jedyna pomoc.

Chodziłam do psychologów, psychiatrów, na terapie (łącznie chyba 3 podejścia). Mój stan wcale się jednak nie polepszał. Mój organizm był wyczerpany, a mentalnie doświadczałam skrajnych emocji. Myślenie o śmierci nie było mi obce, choć w głębi serca zawsze wiedziałam, że któregoś dnia ten koszmar się skończy. Wiedziałam, że kiedyś stanie się to o czym chcę Ci dziś opowiedzieć 🙂

Byłam już bardzo zmęczona tym wszystkim i zrezygnowana, kiedy zaczęłam na własną rękę szukać sposobów na to jak sobie pomóc. I udało mi się! Od ok. dwóch lat nie doświadczam depresji, a moje zaburzenia odżywiania ustały niemal całkowicie. Nie jest idealnie, ale… wcale nie musi być. Dziś chcę podzielić się z Tobą tym co zrobiłam/robię nadal, aby odnaleźć spokój i równowagę.

Na zdjęciach poniżej ja w różnych momentach mojego życia. Raz byłam bardzo szczupła, potem tyłam 20 kg, potem chudłam 15, tyłam 25 i tak w kółko… Ale w zasadzie nie jest to istotne, bo najważniejsze jest to co zmieniło się w środku, a nie na zewnątrz 🙂 

Branie odpowiedzialności za swoje życie

UWAGA! W tym wpisie nie znajdziesz cudownych trików, które pomagają zmienić życie w tydzień. Opisuję tu moją drogę, która trwa od 3 lat i jest związana z pracą na różnych płaszczyznach, pracą z emocjami, schematami, myślami, odżywianiem i aktywnością fizyczną – te wszystkie rzeczy są ze sobą bardzo mocno powiązane! Jeśli cierpisz na depresję, zaburzenia odżywiania etc. to wiedz, że trzeba wykonać sporo pracy i musisz na prawdę chcieć zmiany. To Twoje życie i tylko Ty je możesz zmienić. Nawet jeśli czynniki zewnętrzne takie jak trudna sytuacja w rodzinie, przemoc, traumatyczne wydarzenia etc. doprowadziły Cię do stanu w jakim jesteś, to tylko Twoja wewnętrzna praca jest w stanie zagwarantować Ci szczęście!

Pamiętaj, nie masz wpływu na to co się dzieje na zewnątrz, ale możesz zmienić swoje wnętrze – trzeba wziąć życie w swoje ręce i wyciągnąć do siebie pomocną dłoń. Jesteś jedyną osobą, z którą przebywasz 24 h na dobę. Jeśli przechodziłeś przez podobne doświadczenia jak ja to wiesz jak ciężko jest żyć kiedy nie możesz zaufać sobie, kiedy patrzysz sobie w oczy i nie wiesz co zrobisz kolejnego dnia. Nawet teraz, z perspektywy czasu, gdy piszę ten tekst czuję silne emocje. Nie mniej jednak było w tym wszystkim coś pięknego. Doświadczenie piekła na Ziemi pozwoliło mi rozwinąć się tak, jak nie przypuszczałam, że jest to możliwe.

Artykuł jest bardzo obszerny, a to i tak tylko wierzchołek góry lodowej, nie jestem w stanie opisać wszystkiego co działo się w moim procesie zdrowienia. W tym artykule podaję Ci kilka głównych tematów z jakimi pracowałam – Ciebie zachęcam do szukania swoich metod i tego co Ci pomaga, jednak większość z omawianych tu rzeczy jest dość uniwersalna i w mniejszym lub większym stopniu dotyczy każdego.

Na końcu artykułu podsyłam linki oraz tytuły książek, które zachęcam abyś sprawdził drogi Czytelniku. Każdy z nas nosi w sobie dużo programów, które wpływają na jego życie. Dobra wiadomość – programy te można zmieniać, a Ty możesz osiągnąć spokój i szczęście 🙂

Medytacja i nauki buddyjskie – początek drogi ku wolności

(Nie)przypadek w moim życiu sprawił, że zainteresowałam się medytacją i buddyzmem. Przygodę z medytacją rozpoczęłam od nagrań ,,Budzenie umysłu – The Gateway Experience” opracowanych przez Roberta Monroe i pracowników The Monroe Institute (nagrania do znalezienia na chomikuj.pl w wersji anglojęzycznej – cyklu co prawda nie skończyłam, ale było to dla mnie przełomowe doświadczenie, jeśli znasz angielski to zachęcam Cię do sprawdzenia tych nagrań, mam w planach do nich wrócić i wtedy napiszę o tym coś więcej).

Niedługo potem okazało się, że moja znajoma chodzi czasem pomedytować do jednej z krakowskich wspólnot buddyjskich. Z ciekawości poszłam na zajęcia połączone z nauką buddyzmu i… to było to! Nie jestem w stanie Wam opisać tego wszystkiego co zaczęło się we mnie dziać, to była magia 🙂

Podstawowe nauki buddyjskie opierają się na tym czym jest cierpienie i jak je wyeliminować z naszego życia. Nie będę się teraz o tym rozpisywać, a jeśli chcesz sprawdzić o czym mowa to poczytaj o Czterech Szlachetnych Prawdach. Nigdy wcześniej nie myślałam o tym jaką siłę ma nasz umysł, nie wiedziałam w  jaki sposób moim podejściem, przekonaniami, świadomymi myślami mogę kreować swoją rzeczywistość.

Poznając te nauki (a także inne techniki np. NLP, czyli neurolingwistyczne programowanie, autohipnozy, trening autogenny, afirmacje etc.) czułam, że odkrywam coś niesamowitego, fascynującego. W końcu słowa, które słyszałam rezonowały ze mną, po raz pierwszy czułam, że jestem na dobrej drodze, że jest dla mnie szansa, że tym razem mogę coś na prawdę i trwale zmienić. Zaczęłam rozumieć (i wierz mi, po 3 latach praktyki nadal się tego uczę!), że drogą do szczęścia na najwyższym poziomie jest wyzbycie się oczekiwań i akceptacja.

UWAGA! Podkreślam tu mocno, że taka akceptacja to wyższy poziom pracy z tym wszystkim. Nie zawsze (a prawie nigdy!) jest to wystarczające. W pewnym momencie u mnie okazało się, że pod tą pozorną akceptacją tego wszystkiego co się stało w moim życiu wciąż kryła się zraniona dziewczynka, której nie okazywano uczuć, która ma potężną matczyną ranę do wyleczenia (moja mama jest alkoholiczką, a nasze relacje były bardzo napięte), która doświadczała przykrości ze strony rówieśników z powodu wyglądu, która nadal ma w sobie wiele smutku.

Po jakimś czasie myślenia w buddystyczny sposób, musiałam zrobić przerwę, wrócić do intensywnych emocji, dawnych przeżyć i zacząć to uleczać, ponieważ bardzo głęboko we mnie wciąż kryły się ogromne (!!!) rany z przeszłości. Okazało się, że zbytnie oddalenie się od siebie i wejście w rolę ,,oświeconego” obserwatora nie było wystarczające, aby dojść do ładu ze sobą. Niezwykle przydatne okazało się nagranie Magdaleny Szpilki, na temat pułapek duchowości i wewnętrznego dziecka – to bardzo ważny materiał! Polecam także pozostałe nagrania Magdy, która we wspaniały sposób udziela rad na temat pracy z emocjami i traumami.

Akceptacja, czyli nie walcz już ze mną 

Akceptowanie siebie – może brzmieć to banalnie, ale gdyby takie było to miliony ludzi na świecie nie miałoby poważnych problemów psychicznych. Po wielu latach walki sama ze sobą byłam już na prawdę zmęczona. Nie wiedziałam już co mogę zrobić, wydawało mi się, że jestem w sytuacji bez wyjścia. Medytacja pomogła mi rozwinąć w sobie mettę, czyli życzliwość wobec siebie i Świata. Ta życzliwość, miłująca dobroć wobec siebie sprawiły, że trochę zmiękłam 🙂 Nie byłam już tak surowa i wymagająca wobec siebie.

Trochę to trwało zanim zmieniłam swoje myślenie o sobie, ale po pewnym czasie coś zaczęło się we mnie transformować. Coraz częściej myślałam ,,Może spróbuj zaakceptować to, że tak jest zamiast ciągle tracić energię na walkę? Może wystarczy odpuścić?  Na prawdę nie mam już siły i nie chcę walczyć z Tobą… Jesteś w porządku taka jaka jesteś! Nawet z depresją, czy zaburzeniami odżywiania możesz spróbować być szczęśliwa.”  I spróbowałam.

Wierz mi, czasem trzeba zakopać topór wojenny, przestać toczyć zacięte boje sama ze sobą – zobacz jak często się mówi ,,Dam radę, wytrzymam, tym razem się nie poddam, będę walczyć, upadłem, ale podniosę się”. Spójrz jaki to język i o czym mówi. O walce. Chcesz żyć ciągle walcząc? Ja nie chciałam. Chciałam po prostu zacząć żyć, w końcu.

Coś we mnie drgnęło. Spróbowałam częściej myśleć o sobie w bardziej akceptujący sposób. Pracowałam nad tym, aby moje podejście do tego co mnie spotyka stało się delikatniejsze, bardziej współczujące, otwarte. Zaakceptować cierpienie jakie nas spotyka to bardzo ważna rzecz. Był to długi proces, ale czułam, że chyba faktycznie już nie chciałam walczyć. Odpuściłam sobie. I zaczęły dziać się cuda. Zaczęłam uczyć się siebie kochać, bo nikt mnie nigdy tego nie nauczył. UWAGA! Po jakimś czasie zauważyłam, że już wcale nie chcę schudnąć. Zmienił się mój cel, nie brzmiał już ,,teraz schudnę na stałe” tylko, ,,teraz faktycznie zmieniam swoje życie na lepsze, będę szczęśliwa i zdrowa!”. To fundamentalna różnica, ponieważ finalna utrata 30 kg i ustabilizowanie wagi było skutkiem ubocznym zmian jakie wprowadziłam w swojej psychice! Jeśli zależy Ci na utracie wagi, albo wyleczeniu zaburzeń odżywiania to na prawdę radzę zacząć od pracy nad swoim wnętrzem.

Zaburzenia odżywania są związane z poważnym deficytem miłości w życiu – może mieć to początki w dzieciństwie (brak miłości ze strony rodziców) lub być wynikiem ,,zajadania lub głodzenia” pewnych problematycznych, zepchniętych do podświadomości sfer życia. Schudniesz jeśli siebie pokochasz i zapragniesz dla swojego ciała pokarmu, który będzie go uleczał, a nie zabijał. Schudłam, bo uzdrowiłam wiele aspektów swojego życia. Gdybym tego nie zrobiła to ponownie bym przytyła, bo w ten sposób karmiłam się miłością. Teraz już nie mam takiej potrzeby. Moja waga jest stabilna, nie chudnę i nie tyję drastycznie, ponieważ odzyskałam wewnętrzną harmonię. Wsłuchaj się w siebie, a dostrzeżesz obszary, które wymagają uzdrowienia – Twoje ciało Ci się odwdzięczy!

Kochać siebie bezwarunkowo

Akceptacja to jedno, można przyjąć do wiadomości, że coś jest, ale pozostać wobec tego obojętnym. Miłość to kolejny krok. Poznając siebie samą codziennie na nowo w nowym stanie świadomości czułam, że muszę zostać swoim najlepszym przyjacielem. Ale jak to zrobić? Cóż, ja to sobie po prostu wmówiłam, powtarzałam ,,kocham Cię” tyle razy, aż w to uwierzyłam. Sporo medytowałam, często z praktyką metta bhavany. Ta miłość zaczęła się rodzić i wciąż wzrasta.

Uczyłam się także kochać swoje ciało. Uczyłam się szacunku do swojego ciała – do mojej świątyni, w której mieszka moja dusza. Spójrz, twoje ciało to Twój dom, w którym mieszkasz całe życie, Twoje ciało zostało Ci ofiarowane, to bardzo cenny dar posiadać ciało. Afirmowałam często ,,kocham i akceptuję moje ciało, każdą jego komórkę”. Bardzo pomocne były w tym procesie zbliżania się do swojego ciała i siebie nagrania takie jak:

Rozmowa z ciałem Osho (LINK)

Trening autogenny (LINK – serdecznie polecam Ci także inne medytacje prowadzone przez Panią Elżbietę, np. medytacja miłości, czy medytacja wybaczania)

Afirmacje ,,Kocham moje ciało” (LINK)

Słuchałam tych i innych nagrań niemal codziennie. W każdy poniedziałek lub wtorek chodziłam na medytacje i nauki buddyjskie. Czułam, że to działa, dlatego w każdej wolnej chwili robiłam coś dla siebie. Nie musiałam się zmuszać, to płynęło ze mnie, na prawdę coś się we mnie zmieniało i nadal jestem tym szczerze zafascynowana.

Kocham Świat takim jaki jest

Kochać to także wybaczać. Wybaczyłam sobie, ale przede wszystkim wybaczyłam Światu! Przez wszystkie lata kiedy byłam pogrążona w depresji, a moim życiem rządziła obsesja jedzenia postrzegałam świat jako bardzo nieprzyjemne, złe, bezlitosne miejsce. Nie mogłam pojąć dlaczego tak cierpię mimo faktu, że jestem dobrym człowiekiem. Było to dla mnie druzgocące i czułam się bezsilna. Doświadczałam wiele przykrości ze strony otoczenia. Byłam krytykowana, wyśmiewana za mój wygląd. Podczas epizodów anorektycznych zdarzało się, że rodzice wciskali mi jedzenie na siłę. A ja siedziałam przy stole, zalewałam się łzami i wmuszałam w siebie jedzenie, a w środku umierałam. Jeśli nie doświadczyłeś zaburzeń odżywiania to nie jesteś w stanie sobie nawet wyobrazić cierpienia jakie wtedy przechodziłam. Czułam się odrzucona, niezrozumiana, niekochana. To były traumatyczne przeżycia. Alkoholizm mojej mamy i trudna sytuacja w domu potęgował moją alienację. Byłam obrzydzona Światem i ludźmi, tym jak płytko myślą i mało czują. 

Chcąc uzdrowić swoje życie musiałam odrobić solidną lekcję wybaczania. Dziś już nie mam żalu do moich rodziców. Nie złoszczę się na los za to, że doświadczyłam takich sytuacji. Wprost przeciwnie! Z perspektywy czasu wiem, że to było najlepsze co mogło mnie spotkać. Dzięki temu jestem takim człowiekiem, z taką świadomością jak teraz. Gdyby nie cierpienie jakie przeżywałam to prawdopodobnie nie zainteresowałabym się tym wszystkim czym żyję teraz. Dziękuję za każde doświadczenie, które sprawiło, że znalazłam się na tej drodze co teraz. Jeśli zmagasz się z depresją lub zaburzeniami odżywiania to popatrz na to jak na ogromny dar od życia. Zrozum – kiedy bardzo boli to życie próbuje Cię czegoś nauczyć. Świat ofiarowuje Ci POTĘŻNĄ dawkę wiedzy. Spójrz na to w ten sposób. Wybacz Światu, wybacz sobie, swoim bliskim, nie miej żalu o to co Cię spotkało. Uwierz mi, za tym wszystkim kryją się niesamowite pokłady energii, które mogą zostać przetransformowane w coś co wzniesie Cię w takie miejsca, o których nawet nie marzyłeś.

Żeby wyzdrowieć MUSISZ wybaczyć. Zrób to dla siebie i zdejmij z siebie ten straszliwy ciężar urazy. Popatrz na to wszystko jak na najwyższe nauki, których mogłeś doświadczyć. Nie każdy ma taką szansę 🙂

Co czujesz? Uważność i nauka rozpoznawania emocji na nowo

Leczenie zaburzeń odżywiania i depresji to przede wszystkim nauka odczuwania i nazywania emocji. Bardzo wiele trudu było związanego z przełamaniem barier przed tym, aby otworzyć się przed sobą i przyznać się, że np. przykro mi, że rodzice mnie nigdy nie wspierali, że brakowało mi matczynej miłości, że bardzo potrzebowałam miłości. Do tamtej pory mówiłam sobie ,,Jestem silna, będę walczyć” – miałam w sobie dużo złości. Procesem było przyznanie się do tego, że jestem (oprócz tej siły, która nadal we mnie jest!) bardzo wrażliwa, delikatna, że brakuje mi zrozumienia, akceptacji, że zawsze brakowało mi mamy, że brakowało mi rodzicielskiego wsparcia i miłości. Trochę to trwało zanim zintegrowałam w sobie te dwie przeciwne strony. Teraz mogę już o tym otwarcie mówić i nie wstydzę się tego. Żyjemy w czasach, gdy mówienie o emocjach wprost nie jest częstą praktyką. To bardzo krzywdzące dla nas.

Pamiętam jak pewnego razu pisałam list do siebie – pierwszy raz w życiu zdobyłam się na szczerość wobec siebie, wypisane wszystkich najbardziej bolesnych rzeczy, takich których się wstydziłam, że to czuję, że tak jest. Pisałam ten list i płakałam. Potem wstydziłam się to przeczytać, było dla mnie tak dziwne, że można tak otwarcie mówić o emocjach. Przeczytałam to jeszcze raz i znowu wylało się ze mnie morze łez. To był jeden z przełomowych momentów i Tobie też polecam to zrobić. Szkoda, że nie mam już tego listu, podzieliłabym się z Wami jego fragmentami, ale uwierzcie – miałam moralniaka po tym, że się tak przed sobą uzewnętrzniłam i skasowałam to! Takie uczucie jak się za bardzo upijesz i wygadasz swoje bóle komuś, a potem Ci wstyd 🙂 Tak to u mnie wyglądało, więc pomyśl, jak zblokowana przed samą sobą byłam. Z moich obserwacji wynika, że bardzo wiele osób w depresji i z zaburzeniami odżywiania ma takie właśnie blokady, nie potrafi być ze sobą blisko. To w zasadzie problem dotyczący większości osób, w dzisiejszym świecie nie uczą nas tego jak się w siebie wsłuchać, tą lekcję musisz odrobić sam.

Nie wstydź się niczego, siądź sam na sam ze sobą, pomyśl o wszystkim co Cię boli, zbliż się do tego tak bardzo jak się da. Wejdź w te emocje, przeżyj to wszystko to przed sobą ukrywałeś i tłumiłeś przez lata. Zobacz jak wiele tego jest, jak wiele kisisz w sobie codziennie, nie mówiąc o tym nikomu, a przede wszystkim nie mówiąc tego SOBIE! Zrób to, płacz, krzycz, histeryzuj, wypuść to z siebie. A potem obiecaj sobie, że już zawsze będziesz słuchać siebie, że już nigdy tak mocno się nie odrzucić, nie odepchniesz. Sam dla siebie możesz być największym katem i największym wybawcą. Ja byłam dla siebie takim katem, a zostałam swoim najlepszym przyjacielem i to jest najcenniejsze co w życiu zyskałam.

Jeśli potrzebujesz wsparcia specjalisty w zakresie pracy z emocjami to znajdź dobrego terapeutę np. w nurcie Gestalt. Zapisuj się na warsztaty, wyjazdy rozwoje. Jest tego sporo! Nawiąż kontakt z ludźmi, którzy uczą jak poznawać siebie, jak pracować z traumami. Nie bądź sam!

Pakt ze sobą – obiecaj, że będziesz ze mną!

Lęk jest silnie blokującą w życiu energią – jeśli boisz się życia, nie ufasz sobie, boisz się o przyszłość to takim nastawieniem kreujesz swoją rzeczywistość. Zaprzyjaźnij się ze sobą, bądź jak swój najlepszy kumpel, któremu zawsze możesz się szczerze wygadać, który zrozumie, zaopiekuje się Tobą, przed którym nie musisz udawać jakim jesteś.

Przez lata byłam odcięta od siebie, nie mogłam sobie zaufać. Starałam się to zmienić, ale nie wiedziałam jak. Dziś mogę śmiało powiedzieć – jestem szczęśliwa sama ze sobą i uwielbiam ze sobą przebywać. Jestem dla samej siebie nauczycielem, z uważnością codziennie obserwuję swoje myśli, uczucia, ciało – staram się wyłapywać momenty, w których pojawia się napięcie, stres, silne emocje. Przypatruję się wtedy temu co się we mnie dzieje i jestem w stanie z troską się tym zaopiekować. Obiecałam sobie, że zawsze już będę przy sobie i jestem. To kluczowe w procesie zdrowienia, bo musisz nie tylko słuchać, ale też SŁYSZEĆ siebie.

Czytasz ten tekst? Zatrzymaj się. Weź wdech, rozejrzyj się po pokoju, poczuj że dotykasz podłogi. Jak się masz? Jak się czujesz? Jak się czują Twoje dłonie? Są zimne, czy ciepłe? Jakie emocje teraz czujesz? Gdzie w ciele czujesz napięcie? Zauważ swój oddech, poczuj jak unosi się i opada klatka piersiowa. Jesteś. Nawiąż kontakt ze sobą, spróbuj ze sobą pogadać, z tym prawdziwym sobą, który siedzi gdzieś tam pod wieloma uwarunkowaniami, które codziennie mają na nas wpływ.

Wegeterianizm i rezygnacja z nabiału – zaczynam się odżywiać!

OGROMNYM krokiem na drodze ku nowemu życiu była u mnie całkowita zmiana diety. Zmiana ta po raz pierwszy nie była mi narzucona przez obsesyjną chęć schudnięcia, lecz płynęła z serca. Praktykując medytację i rozwijając miłość względem własnej istotny niesamowicie rozbudziła się we mnie empatia wobec wszystkich stworzeń żywych.

Uwielbiam smak mięsa i sera, ale kiedy w nowej świadomości zastanowiłam się nad sensem torturowania (bo tak nazywam przemysłową hodowlę zwierząt) zwierząt w celu zaspokojenia moich fanaberii smakowych dotarło do mnie, że nie jest to już ze mną zgodne. Nie chciałam dalej tak żyć.

Ponadto, posiadając już podstawową wiedzę na temat energii tego świata wiedziałam, że każda istota emanuje pewnym rodzajem energii. Energia mięsa pochodzącego z torturowanego zwierzęcia to bardzo niska, martwa energia. Jesteśmy tym co jemy, to prawda. Jedząc taki pokarm karmimy się taką energią. Zmieniłam dietę i uważam, że to była jedna z najlepszych decyzji jakie podjęłam w tym życiu. Jestem bardzo wdzięczna, że mogłam tego doświadczyć i to na prawdę zmieniło moje życie.

Nie przejmowałam się wielkością zjadanych porcji. Jadłam na prawdę sporo, poza tym nie miałam już ciśnienia na to żeby schudnąć. Po jakimś czasie waga sama zaczęła spadać i tak spadła o 30 kg. Na prawdę – NIE ODCHUDZAŁAM SIĘ. Po prostu zamieniłam jedzenie na odżywianie się (czyli dostarczanie wysoko energetycznych, dostarczających życiodajnej energii pokarmów). 

Zaburzenia odżywiania, które mi towarzyszyły zaczęły subtelnie ustępować. Napadów bulimicznych było coraz mniej, a epizody anorektyczne też mi się już nie zdarzały, bo nie byłam już przysłonięta obsesją szczupłości. A nawet jeśli taki napad się zdarzył… to co z tego? Serio, zaczęłam to olewać. Im bardziej nad czymś rozmyślasz, im bardziej się przejmujesz, zasmucasz, tym bardziej zasilasz to energią. Po co? Stało się, ok, nawyków nie zmienia się w tydzień. To proces. Nawet jeśli zdarzały mi się momenty, gdy jadłam kompulsywnie to nie przejmowałam się tym już tak. Jeśli Ty nadal się za nie obwiniasz to odpuść. Po prostu zostaw to, przeszłość to iluzja, skup się na tym co jest teraz. Nie bądź dla siebie katem – a mając wyrzuty sumienia ranisz się. Bądź dla siebie bardziej wyrozumiały. Wybaczaj sobie i zamiast się zamartwiać jeszcze mocniej obdarz siebie miłością. Gorsze dni będą się zdarzały, ale z czasem będzie ich coraz mniej.

Na swoje ciało patrzyłam już całkowicie inaczej. Ciało należy do mnie, jestem jego opiekunem i je kocham. Pomyśl, czy jeśli kogoś kochasz to dajesz mu do jedzenia syf? Karmisz go tym co sprawia, że zaczyna być chorym? Czy raczej chcesz dla niego jak najlepiej, chcesz aby był zdrowy? Pokochałam swoje ciało i chciałam dla niego jak najlepiej. Ewolucja mojej diety trwa nadal. 99% mojej diety to dieta roślinna (raz na kilka miesięcy jem wiejskie jajka), obecnie coraz więcej w niej jest diety witariańskiej. W planach mam post i głębokie oczyszczanie organizmu. Mój organizm nie pracuje najlepiej po tych wszystkich latach, słabo działają nerki i jelita, ale i tak jest mega postęp i jestem bardzo zadowolona z tego co udało mi się osiągnąć.

Moje ciało nadal odczuwa skutki tych wszystkich lat. Moja skóra jest trochę luźna, ale różne zabiegi kosmetyczne pomogły mi ją napiąć (obiecuję napisać o tym w osobnym artykule! 🙂 ).

Bądź dla siebie dobry

To co chciałabym, abyś zapamiętał z tego artykułu to to, że MUSISZ być dla siebie dobry. Na prawdę musisz. Bo kto jak nie Ty? 🙂 Jeśli Ty się ze sobą zaprzyjaźnisz i sobą zaopiekujesz to Świat także zacznie być dla Ciebie dobry. Swoją energią zaczniesz przyciągać to co najlepsze. Pamiętaj, jesteś kreatorem swojej rzeczywistości, możesz sprawić, że Twoje życie będzie takie jak sobie wymarzysz. Ale nie walcz już ze sobą, proszę. Bądź dla siebie dobry! Zaopiekuj się sobą.

Znasz to?

,,Więc chodź pomaluj mój świat 
Na żółto i na niebiesko. 
Niech na niebie stanie tęcza malowana Twoją kredką.  
Więc chodź pomaluj mi życie 
Niech świat mój się zarumieni, 
Niech mi zalśni w pełnym słońcu 
Kolorami całej Ziemi.” 

Idź, pomaluj swój świat 🙂 TERAZ! Stań przed lustrem, spójrz sobie w oczy i powiedz ,,Kocham Cię!”.

Przydatne linki i książki

Książki: 

Allione Tsultrim – Nakarmić swoje demony

John Bradshaw – Powrót do wewnętrznego domu

Steve Bavister, Amanda Vickers – NLP w praktyce, czyli sztuka kształtowania przyszłości

Goleman Daniel – Inteligencja emocjonalna

Paramahansa Jogananda – Autobiografia Jogina

Linki: 

https://ciemnanoc.pl/2015/12/10/nie-boj-sie-depresji-znajdz-skarb/ 

ZMIEŃ SWOJE ŻYCIE – programowanie podświadomości wg Paul McKenna

Medytacja wdzięczności – Elżbieta Krzyżaniak-Smolińska

Agnieszka Robakiewicz – Medytacja Czakr

Ślepe uliczki w powrocie do siebie – Magdalena Szpilka

Szukaj i czytaj – to co do mnie przemówiło, nie koniecznie trafi w Twoje blokady. Poszukuj siebie w sobie – bardzo przydają się do tego bodźce w postaci książki, warsztatów, rozmów z ludźmi. Dzięki dostępowi do Internetu mamy wiele możliwości, możemy przeglądać różne materiały, oglądać wykłady, nagrania medytacyjne etc. i szukać tego co z nami rezonuje.